LIFESTYLE

5 faktów o mnie, czyli jak myślą leworęczni

Od jakiegoś czasu jestem już w świecie blogów i social media – wypadałoby więc powiedzieć nieco więcej o sobie.

W dzisiejszym poście przedstawię Wam kilka faktów o mnie. Przeczytacie m.in. o tym jak tonąć i nie utonąć, czy można pisać poezję w przedszkolu i jak działa umysł osób piszących lewą ręką.

W najbliższych dniach pojawi się także post o sposobach na zarabianie pieniędzy w trakcie studiów – stay tuned!

A więc zaczynamy!

1. Jestem leworęczna

Kwestia pisania lewą ręką to oczywiście jedno, ale osobiście uważam, że leworęczność przejawia się też w inny sposób.

Jestem zdania, że leworęczni myślą inaczej.

Od zawsze było tak, że mój tok rozumowania był inny niż wszystkich. Zadania na matematyce liczyłam bardziej skomplikowanym sposobem, który mimo to wydawał mi się prostszy, tłumaczyłam pojęcia w sposób zrozumiały jedynie dla mnie – no jest coś na rzeczy.

Teraz mam 25 lat i nic się w tej kwestii nie zmieniło – mój Narzeczony pytał mnie swego czasu “jakbyś to rozwiązała po leworęcznemu?”. Śmiał się przy tym, że liczę zawsze dookoła i nie rozumie mojego toku myślenia, ale najważniejsze – wynik był dobry!

Nawet dodawanie w pamięci robię w jakiś dziwny dla niego sposób. Kiedyś nawet próbowałam mu to wytłumaczyć, ale on jest praworęczny, więc nie zrozumiał.

2. W przedszkolu byłam pisarką

I to nie byle jaką! Codziennie notowałam przeżycia i wierszyki w pamiętniczku, a następnie recytowałam je przed rodzicami. Fakt, iż bałam się w dzieciństwie, że w podstawówce nie nauczę się czytać i pisać sprawił, że nauczyłam się tego już wcześniej.

Moi rodzice do dnia dzisiejszego mają gdzieś te moje pamiętniczki – wspaniałe wspomnienia!

Mając 5 lat miałam straszną zagwostkę w jaki sposób stawiać poszczególne literki – jak to bowiem możliwe, żeby leworęczni pisali tak samo jak praworęczni?

Najpierw pisałam więc od prawej do lewej (mama mi szybko wytłumaczyła, że to tak nie działa), a potem nagminnie odwracałam literki (D miało brzuszek w drugą stronę).

Od razu śmieję się, jak o tym pomyślę 😉

3. Od zawsze mam psa, a jestem uczulona na psią sierść

Na kocią też. I na roztocza, pleśń i grzyby.

A, no i na pylące drzewa.

Na mleko.

Ale nie o tym mowa, wróćmy do psa.

O alergii dowiedziałam się mając jakieś 20 lat – to dosyć skomplikowana sprawa i przez wiele lat mój organizm walczył z nią (zwłaszcza pokarmową) i dopiero astma pozwoliła na zdiagnozowanie przyczyny tego wszystkiego. Jeśli będziecie zainteresowani – chętnie opowiem o tym, bo wiem jak trudno jest samemu zaobserwować takie problemy.

Poza tą najważniejszą, właśnie pokarmową, wykryto u mnie także alergię na sierść. Trudno mi było jednak w to uwierzyć, bo od zawsze miałam w domu co najmniej jednego psa, od dzieciństwa miałam też kilka kotów.

Możliwe, że nie zwracałam uwagi na katar czy kaszel, bo nie wyobrażałam sobie tego, że mój ukochany pupil może to wywoływać 🙂

4. Pływam stylem rozpaczliwca, bo topiłam się już dwa razy

No cóż, tutaj wiele dodawać nie trzeba. Byłam w dzieciństwie na kursie pływania i ukończyłam go z bardzo dobrymi wynikami.

Nigdy też nie uchylałam się przed wf-em na basenie – nie znaczy to jednak że świetnie pływam.

Okay, unoszę się na wodzie, nauczyłam się przez lata pływać żabką i bardzo lubię pływać na grzbiecie.

ALE!

Moja twarz nie jest kompatybilna z wodą – nie umiem za bardzo nurkować, jak mnie ktoś ochlapie na basenie to od razu potrzebuję się zatrzymać i złapać oddech.

To ma swoje podłoże w dwóch traumatycznych dla mnie wypadkach z dzieciństwa – od nich zaczął się mój strach przed wodą.

KURS PŁYWANIA

Na wspomnianym wcześniej kursie jedna z dziewczynek (miałyśmy wtedy po 7-8 lat) zaczęła panikować i się topić. Ja stałam w wodzie obok niej i zaczęła wypierać się na mnie z wody, podtapiając przy tym mnie. Trzymała wtedy ręce na moich ramionach i głowie, a ja – nie zdążywszy wziąć oddechu – przeżywałam koszmar pod wodą.

 Na szczęście udało mi się od niej odsunąć i złapać oddech.

WF W GIMNAZJUM

Druga sytuacja to już gimnazjum i lekcje wf-u na basenie. Na koniec każdych zajęć nauczycielka pozwalała nam na kilka minut na zjeżdżalniach. Moje koleżanka K. zjeżdżała przede mną, ja dostałam zielone światło – sru do rury! – a w brodziku na końcu niemiła niespodzianka…

K. nie wyszła z niego, chociaż powinna –  i ja, wpadając do wody, wylądowałam między jej nogami. K. straciła równowagę i upadła prosto na moją klatkę piersiową.

Dość powiedzieć, że różnica wagowa między nami w tamtym czasie była znaczna i mój organizm od razu ześwirował, to jakby nie powiedzieć nic. Udało mi się ją zepchnąć, wstać i walczyć o oddech. Miałam wrażenie, że wypchnęła cały zapas powietrza z moich płuc.

Próbowałam wziąć chociaż krótki wdech, łzy płynęły mi po policzkach, a nauczycielka z ratownikiem stali i nie wiedzieli jak mi pomóc. Nie dziwię im się wcale, bo byłam przytomna, stałam o własnych nogach – ale nie mogłam oddychać.

Wydawało mi się, że minęła wieczność zanim tlen zaczął docierać do moich płuc, ale udało się. Strach zaczął zanikać, a ja powoli nabierałam kolorów.

Mimo tych historii staram się jednak pływać, chodzić na basen. Co ciekawe, czuję się tam bezpieczniej niż nad jeziorem czy w morzu.-Nie daję swojemu strachowi nade mną panować.

Co nie zmienia faktu, że jak ktoś mnie obleje na twarzy wodą to zaczynam się topić 😉

Napisałam że tutaj dodawać wiele nie trzeba, a rozpisałam się przy tym punkcie najbardziej. Gaduły tak mają 😉

5. Mam słomiany zapał

Bardzo często jestem zainspirowana do robienia nowych rzeczy, ale jeszcze szybciej niż zaczynam – zapominam o nich albo kończę z braku entuzjazmu.

Staram się z tym usilnie walczyć, zwłaszcza w kwestii bloga – mam nadzieję, że nie podzieli on losu innych moich życiowych pasji (pozdrawiam zakurzoną rakietę do tenisa!)

A Ty jakich 5 faktów możesz wymienić w ciągu 5 minut?

Napisz proszę w komentarzu!