BULLET JOURNAL,  LIFESTYLE

Gdybym nie potrzebowała pieniędzy…, czyli jak znaleźć swoją pasję w życiu

Jak zapewne już wiesz, od listopada 2018 roku prowadzę bullet journal. Jednak moje zainteresowanie tym sposobem planowania sięga jeszcze 2014-2013 roku, kiedy to po raz pierwszy natrafiłam na taki dziennik na Pintereście.

Od tego czasu bardzo chętnie przeglądam wszelkiego rodzaju zdjęcia, wpisy na blogach i szukam inspiracji dla siebie.

Ostatnio trafiłam ja coś, czego wcześniej nigdy nie widziałam, a mianowicie – “if i didn’t need money…”. Polskie tłumaczenie to “gdybym nie potrzebował/potrzebowała pieniędzy” i jest to tak naprawdę lista wszystkich skrytych marzeń, które chcielibyśmy zrealizować, ale z różnych powodów nie możemy.

Wyobraź sobie w takim wypadku sytuację, że nie potrzebujesz w życiu pieniędzy, a jeśli potrzebujesz – dostajesz je prosto z nieba.

Co w takim wypadku robisz z własnym życiem?

Zaczęłam się nad tym zastanawiać już jakiś czas temu i stworzyłam sporą listę takich zawodów/czynności, które chciałabym w życiu robić, gdybym nie potrzebowała pieniędzy.

Oto one.

Gdybym nie potrzebowała pieniędzy, to byłabym… przewodnikiem górskim lub właścicielem schroniska

Uwielbiam góry. Uwielbiam górskie schroniska. Gdybym nie musiała przejmować się niczym, chciałabym móc budzić się codziennie mając te niewiarygodne widoki za oknem.

Uważam, że ludzka dusza bardzo tęskni za naturą i mimo tych wszystkich lat rozwoju cywilizacji łakniemy nadal tego, co proste i nieskomplikowane.

Góry sprawiają, że świat staje w miejscu. Nie liczy się to, kto ile ma, ani co nowego kupił. Nie interesuje ich nasza nowe zdjęcia na instagramie ani kolejny gadżet, który dorzucimy do reszty zbędnych urządzeń w naszym domu.

Czuję, że w górach moje serce się raduje, wszelkie problemy znikają i ładuję wtedy moje baterie. Uwielbiam to, że jestem po całym dniu w górach tak fizycznie zmęczona, że śpię jak dziecko. Oddałabym wszystko, żeby czuć takie właśnie zmęczenie codziennie, zamiast psychicznego od codziennej pracy przed komputerem, głośnych dźwięków, migających świateł, wszechobecnej elektroniki.

Gdybym nie potrzebowała pieniędzy, to byłabym… hodowcą alpak i właścicielem gospodarstwa agroturystycznego

O mamuniu, totalnie o tym zapomniałam, przypomniał mi o tym Karol, gdy powiedziałam mu o czym piszę ten post.

Zadałam mu to samo pytanie co sobie i skwitował to tak:

“mógłbym mieć konia i ze dwie kury, ale bez tych Twoich alpak i innych dziwadeł”.

Od razu zaczęłam piszczeć, moje skryte marzenie zrobiło się przez chwilę skryte nawet przede mną!

UWIELBIAM ALPAKI.

Piszczę na widok każdej, są tak przesłodkimi zwierzętami, że aż głowa mała.

I proszę ich nie mylić z lamami. Lamy to te złe kuzynki, co to plują i są niemiłe.

Alpaki są włochate, przytulaśne, a co więcej – potrafią pomagać. Kilka lat temu przeczytałam artykuł, w którym opisywano “alpakoterapię”. Dzieci upośledzone ruchowo i umysłowo w jednym z polskich miast pracują z alpakami, podobnie jak pracuje się z psami czy końmi na zasadach terapii.

Ze względu na swoje słodkie mordki i przyjemne futerko, alpaki niezwykle dobrze sprawdzały się w roli terapeuty i efekty takich zajęć były zdumiewające.

Jak ich więc za to nie kochać?

Miałabym zatem te swoje alpaki, a do tego jeszcze kucyki, krowy, świnki i kury. I żyłabym długo i szczęśliwie z nimi, na tym moim małym gospodarstwie agroturystycznym.

I zapraszałabym wszystkich do siebie, żeby mogli przyjść i pogłaskać, nakarmić, popracować razem ze mną i zaznać spokoju życia na wsi.

Sama mieszkam od wielu lat w mieście, w dzieciństwie jednak spędzałam bardzo dużo czasu na wsi u mojej Babci. Mój rodzinny dom też jest w dzielnicy, która przylega do miasta, ale wcześniej była malutką wsią i dosłownie 3 działki obok nas mieliśmy niewielkie gospodarstwo, gdzie zawsze były krowy, a do dnia dzisiejszego nadal są kury (najlepsze jajka właśnie od szczęśliwych kurek!).

Nie wiem jak się nasze życie potoczy, ale wiem jedno – Narzeczony obiecał mi mały kurnik na podwórku, trzymam go więc za słowo!

Pozostałe pomysły

Gdybym nie potrzebowała pieniędzy, to byłabym:

weterynarzem

pisarką bajek dla dzieci

wyprowadzaczem psów

projektantką ubrań

makijażystką

współczesnym nomadem

kwiaciarką

cukiernikiem (cukierniczką?)

oceanologiem

etnografem

nauczycielką w przedszkolu

tenisistką

kaligrafem

Czy któryś z tych punktów jest realny w moim przypadku realny? Raczej nie. Ale nie o tym tak naprawdę chodzi w tym zadaniu.

Zobacz, ile rzeczy w życiu mnie interesuje/interesowało. Okej, nie muszą być moim sposobem na życie, a niektóre wręcz nie mogą (czyt. weterynarz) – ale mogą być wspaniałą pasją!

Kto powiedział, że nie mogę zgłębiać wiedzy mórz i oceanów? Albo wrócić do szycia ubrań i ich projektowania (tak, tu akurat miałam lekkie doświadczenie, ale dawno temu)? Albo czy nie ma już dla mnie szans w tenisie?

Przecież żadnej z tych rzeczy nie muszę robić za pieniądze. A mogą być wspaniałą pasją.

Zastanów się, co Ty byś chciał/a robić w życiu, gdybyś nie potrzebowała otrzymywać za to wynagrodzenia. Zobaczysz ile jesteś w stanie znaleźć w sobie zainteresowań, które mogą rozwinąć się w hobby na całe życie.

Napisz proszę w komentarzu jaką pasję odkryłeś/łaś dzięki temu ćwiczeniu!

Gdybym nie potrzebowała pieniędzy